Łodzie

Po dotarciu na miejsce kazano nam wysiąść z pociągu. Zdziwiłam się,  bo nie zabieraliśmy naszych bagaży.

-Pirszoraczniacy! Pirszoraczniacy do mnie! -Wołał puszysty brodaty czarodziej.

-Chyba woła nas- powiedziałam

-To chodźmy tam! Powiedział Jack.

By dostać się do półolbrzyma  musieliśmy się przepychać łokciami przez tłum. Kiedy nam się udało, on znowu przemówił.

-No dobra, to ten… Jestem Rubens Hagrid… i ten… mam was bezpiecznie dostarczyć do zamku. No to…eee… wsiadajcie do łodzi. Po 5. Nie przepychać się. Dla wszystkich starczy miejsca.

-Czy wiecie, ze kiedy nasi rodzice uczyli się tu, to te łodzie mieściły po 4 osoby, ale powiększono je magicznie z powodu wzrastającej liczby uczniów…

-Siadamy razem? Jak tak, to ja po prawej z przodu!

-Ja po lewej, a ty, Rose?

-Czy nikt mnie nie słuchał? – poczułam się urażona- to ja po lewej, koło Aabusa.

Ja Al., Jack Hagrid i jakiś blady chłopak (Scorpius Malfoy) siedzieliśmy razem. Łodzie ruszyły same. Mam opowiadała mi, że tu wszystko jest niesamowite, ale kiedy zobaczyłam gigantyczną kałamarnicę koło mnie, byłam w niebo wzięta! Wiedziałam, że już za chwilę będę prawnie uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie!

Hogwart Expres

  Gdy nasi rodzice zniknęli z naszych oczu, usiedliśmy na miejscach.  Ja, Albus      i Jack Wood (syn Olivera Wooda)  siedzieliśmy w jednym przedziale.  Było cicho. nikt nie chciał rozpocząć rozmowy. Nagle z kieszeni Jacka  wyskoczyła wielka zielona ropucha.

-Doris, wracaj! – ropucha skakała po całym przedziale. Albus i ja pomagaliśmy ją złapać. Kiedy sytuacja została już opanowana, powiedziałam:

-Ja też myślałam, żeby kupić ropuchę, ale wybrała sowę -wskazałam za moją płomykówkę- myślę, że jest bardziej… praktyczna!

-Wiem. Ale moja mama chce, żebym śpiewał w chórze Hogwartu.

-Apropo  Hogwartu…  Wiecie, jak będzie wyglądać ceremonia przydziału?

-Ja nie. Ale zżera mnie ciekawość -powiedział Al.

-Mnie też- rzekł Jack.

– Do jakiego domu chcielibyście trafić? Ja , tam gdzie moi rodzice: do Gryfindoru.

-Ja też – powiedzieli chórem chłopcy.

Byłam taka podekscytowana, że nie zauważyłam, że już jesteśmy w połowie drogi. Teraz przejeżdżaliśmy koło jakiejś wsi. Za nią minęliśmy złoto-czerwony las.  Słońce lekko przygrzewało. Wiedział, ze już za pół godziny będziemy na miejscu.

Read more »

WordPress Themes