Tiara Przydziału i Cztery Domy

Płynęliśmy przez około 15 minut. Na drugim brzegu zobaczyliśmy kilka powozów bez koni, które ruszyły do wielkiego zamku na górze, a my razem z Hagridem szliśmy za nimi. byłam tak zdenerwowana, że myślałam że zemdleje. Jack też wydawał się zdenerwowany, ale nie tak ja  i Albus . W Hogwarcie świeciły się światła. Zaczęło się powoli ściemniać. Nagle naszym oczom ukazały się wielkie drewniane drzwi. Gajowy otworzył je i znaleźliśmy się w wielkim oświetlonym korytarzu, z którego przeszliśmy do jakiejś sali (Wielkiej Sali). Jej sufit wyglądał jak niebo… a chmury na nim się ruszały! Czytałam o tym w Historii Hogwartu, ale to nic w porównaniu do zobaczenia tego na żywo. Chłopcy też wyglądali na zachwyconych. Oczywiście oprócz Scorpiusa. Na końcu pomieszczenia widziałam długi stół. Na środku siedział jakiś starszy mężczyzna, a po prawej od końca: czarownica w podeszłym wieku. Rozpoznałam ją: to była Minewra McGonagall, nauczycielka transmutacji. Koło niej siedziała… moja ciocia!? Ciocia Giny najwyraźniej mnie zauważyła i pomachał. Odmachałam jej i szturchnęłam Alabusa. On też najwyraźniej oniemiał ze zdziwienia. Koło dyrektora było jedno puste miejsce. Z drugiej strony siedział chyba profesor Nevilla (jeśli mamie chodziło o niego). Koło niego siedziała… moja mama!? To już była przesada. Czemu mi nie powiedziała?  Ciekawe, czego będzie mnie uczyła. Mniejsza z tym. Po jej lewej stronie zauważyłam człowieka ledwi wystającego zza stołu. Moją uwage przykuł jednak wysoki, blady blondyn, podobny do Scorpiusa. Pewnie był to ktoś z jego rodziny. Może ojciec? Moje rozmyślania przerwał dyrektor.                                                                                                   -Jak zwykle, zanim zacznie się uczta, odbędzie się Ceremonia Przydziału. Minewro, proszę.- profesor McGonagall wstała, wyszła przed stół z listą i zaczął odczytywać nasze nazwiska alfabetycznie. Wyczytany uczeń bądź uczennica siadała na stołku pośrodku sali, pani profesor zakładała jej na głowę starą, połataną tiarę (Tiarę Przydziału), która wykrzykiwała:Gryffindor, Slytherin, Huffelpuff lub Ravenclew.                                                                                                       –Granger Rose!- teraz przyszłą pora na mnie. Byłam tak zdenerwowana, kark i ręce miałam spocone. Podeszłam do krzesełka, usiadłam na nim, nauczycielka założyła mi na głowę Tiarę. Po chwili usłyszałam jej głos.                                                                                                                                                     –Jesteś taka, jak twoi rodzice. Mądra po matce, ruda po ojcu. I odważna. Tak, tak…- A potem ryknęła głośno: GRYFFINDOR! Przy stole pod szkarłatno-złotymi proporczykami z lwem dochodziły dzikie ryki radości. Szybko pobiegłam tam. Usiadłam obok Jamesa. Padło jeszcze kilka nazwisk, a potem…                                                                                                                                      -Malfoy Scorpius!- Tym razem tiara zastanawiała się bardzo długo, ale gdy się zastanowiła, oznajmiła- SLYTHERIN!                                                                                                                                      -To dziwne. Tata opowiadał mi, że przy jego ojcu tiara nie zastanawiała się nawet pełnej minuty, a tu? To ciekawe…- James miał racje. To było dziwne. Ale ja czekałam tylko na dwa nazwiska.                                                                                                                                                    –Potter Albus!- Ledwo McGonagall założyła mu kapelusz, a ten krzyknął GRYFFINDOR! Byłam taka szczęśliwa! Albusowi najwyraźniej ulżyło. Teraz oboje czekaliśmy na Jacka, który na szczęście trafił tam, gdzie my. Nagle siwy czarodziej wstał i…                                                                                                                      -Drodzy uczniowie! Czeka nas kolejny rok nauki. Chciałbym tylko powiedzieć, że…- i tu się wyłączyłam, o zaburczało mi w brzuchu. Pomyślałam, jakie to wspaniałe potrawy podadzą na kolacje. Zdążyłam tylko usłyszeć dwa magiczne słowa- Smacznego kochani!- i w tej samej chwili na stole pojawiło się tyle jedzenia, czuć było tyle zapachów, ze nie mogłam uwierzyć!

Po uczcie rozeszliśmy się do sypialni. Byłam strasznie zmęczona, ale po tylu wrażeniach nie mogłam zasnąć jeszcze przez długi czas. Rozmyślałam też o mojej mamie i cioci Giny, oraz co czują teraz moi przyjaciele.

Przerwa

Przepraszam, za tą przerwę w pisaniu, ale miałam 3 konkursy, z 5 sprawdzianów i nie miałam czasu ani weny. Teraz postaram się pisać regularnie. Nie oczekujcie jednak jakiś szczegółowych terminów. Pozdrawiam.

WordPress Themes