Pierwszy dzień nauki.

Już pierwszego dnia szkoły mieliśmy Naukę latania!!!
Wiedziałam, ze to będzie mój ulubiony przedmiot. Ale to, co się na nim
wydarzyło długo pozostanie w mojej pamięci.

Ja, Al i Jack
pobiegliśmy na dziedziniec. Niedługo, bo 10 września były moje urodziny, więc
dostałam wcześniej prezent. Była to najnowsza Błyskawica 300. Zabrałam ją ze
sobą. Albus też miał swoją miotłę: Tajfuna 5000. Jack niestety musiał korzystać
ze szkolnego Nimbusa 2000. Gdy dotarliśmy na miejsce zatkało mnie. Na
dziedzińcu stała ciocia Giny! Albusa też zamurowało.
-Czy
to już wszyscy? No, dobrze. Ja nazywam się Giny Potter i będę was uczyć latania
na miotle. No więc zaczynamy! Połóżcie swoją miotłę na ziemi i stańcie po jej prawej
stronie. Alexis, powiedziałam PRAWEJ! Gotowe? Teraz wyciągnijcie prawe ręce i
krzyknijcie ,,Do mnie!”

-Do minie!
-jeszcze nie skończyłam tego mówić, a już błyskawica była w mojej dłoni.  Alowi i Jackowi też się to udało za pierwszym
razem. Scorpius też wypadło niczego sobie.                                  –Super! Wszyscy, którym się udało za pierwszym razem dostają po W, a reszta po Z. Teraz trochę polatamy. Kto na ochotnika? Rose, zapraszam!- myślałam, ze spalę się ze wstydu. No ale podeszłam do cioci z miotłą i wzbiłyśmy się do góry. Lot był wspaniały, choć nie pierwszy. Potem każdy uczeń robił to samo. Po lataniu popędziliśmy na Zielarstwo, które mieliśmy z Krukonami,
do cieplarni. Lekcję te prowadził
profesor Newille . Przypomniałam sobie, ze mama kazała mi go ucałować,
ale skoro sama była w Hogwarcie, mogła to zrobić sama.
–Witam was. Ja nazywam się Newille Longbotton, ale mówcie do mnie
profesorze Newille.  Na dzisiejszej
lekcji zajmiemy się roślinami leczniczymi. Kto mi wymieni jakieś rośliny z tego
typu?  Zgadnijcie, kto się zgłosił? Tak,
ja, Al i kilka uczniów  Huffelpuffu.
–Rose, proszę- powiedział  profesor Newille                                                                                                                                                                                                                                                                    -Mandragora.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              –Wspaniale
.Gryffindor dostaje 5 punktów. Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia?
Gryzelda.(córka Luny Lovegood, która wyglądała tak jak ona). Dzięki niej też
dostaliśmy 5 punktów. Na drugiej lekcji omawialiśmy rośliny trujące. Tym razem
Albus się popisał, bo wymienił 5 odmian. Na Historii Magii przeżyłam szok.
Weszliśmy do klasy, a tam przy biurku siedziała moja MAMA!!!  Wiedziałam, że będzie czegoś uczyć, ale
myślałam że starsze klasy, a tu proszę! Mrugnęła do mnie i wskazała wzrokiem
ławkę w pierwszym rzędzie. Udałam, że tego nie widzę i skierowałam się do tyłu.

-Witam
wszystkich! Zajmijcie miejsca i otwórzcie książki na stronie 5, czyli historii
Hogwartu. Gotowe? No, więc Animo!- z
różdżki mamy wypłynęła chmurka, w której pokazał się film o naszej szkole!
Wszyscy oglądali go w ciszy i z zainteresowaniem. Pod koniec zadano nam stopę
pergaminu na temat Hogwartu na następny dzień. Chciałam zrobić to od razu, ale
po obiedzie mieliśmy Eliksiry, więc wolałam przypomnieć sobie składy
podstawowych mikstur.

 

-Smacznego!-
powiedziałam do chłopaków nakładając sobie na talerz tłuczone ziemniaki i pierś
z kurczaka.
–Nawatejem-
odpowiedziała Jack  z pełnymi ustami.

-Proszę?- Wood przełknął-
Nawzajem.

Gdy się najedliśmy, przyszła
pora na Eliksiry.

 

-Witam, nazywam się Frank Flamel,
będę was uczył Eliksirów. Zaczniemy od czegoś łatwego.- Machnął różdżką i na
tablicy ukazały się składniki: mięta, garści pancerzyków chitynowych, sok z
cytryny i garści abisyńskich fig.- Kto mi powie, co to za eliksir?

Moja ręka od razu wystrzeliła w
górę. To samo zrobiła dłoń Scorpiusa.

-Panna…

-Weasley – dokończyłam

-Tak. Proszę, znasz nazwę?

-Oczywiście. To eliksir Euforii.

-Doskonale! Gryffindor dostaje
10 punktów.

-A kto wie, jak on działa?-
Znowu moja ręka i Malfoy’a były w górze. –Proszę, ty chłopcze, w drugim
rzędzie.

-To eliksir, który powoduje
przypływ energii. Może uzależniać. Ma kolor niebieskawy, zapach przypominający  kobiece perfumy, a nad nim unoszą się wirujące
sprężynki. Oprócz tego, że uzależnia, ma też inne skutki uboczne:  nadmierny chichot i chęć chwytania ludzi za
nosy.

-Właśnie tak!  Slytherin dostaje 10 punktów. Teraz zajmiemy się warzeniem tego eliksiru. Składniki –
profesor machnął różdżką- są na waszych ławkach. Zaczynajcie!

Pod koniec lekcji mój wywar miał właściwy
kolor. Alowi coś nie wyszło. W jego kociołku była fioletowa maź, cuchnąca jak
stare skarpety. Jack dodawał właśnie ostatni składnik, gdy nagle coś zabulgotało,
a eliksir zrobił się szary i pachnący jak nawóz.

-Dobrze dzieci, kończymy! Napełnijcie
fiolki, podpiszcie i połóżcie mi na biurku.

Po tej lekcji wróciłam do Wieży Gryffindor
i zabrałam się za prace domową dla mamy. Moi przyjaciele zrobili to samo.

-Rose, pomożesz?-  zapytał mnie Albus.

-Pierwsza praca domowa, a wy już
sobie nie radzicie? Dobrze, przeczytam wam to, co mam, a wy na podstawie tego
napiszecie wasze wypracowania.                                                                                                                                                                                                                                                                                          -Jesteś wielka- powiedział Jack.

WordPress Themes