Rozdział 3.

Rozdział 3.

To był Kastiel. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego wzrok nic nie mówił.
– Czy słyszałeś, jak ja…
– Tak- powiedział obojętnie, zanim skończyłam.
– Przepraszam- szybko wstałam i zabrałam torbę. Już miałam wspinać się po siatce, kiedy…
– Poczekaj.
Nie posłuchałam go. Przeszłam na drugą stronę i szybko się oddaliłam. Moja twarz zrobiła się czerwona jak pomidor.
[i] Co za wstyd [i/] mówiła moja droga przyjaciółka- podświadomość.

Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami. Byłam na siebie zła. Dobrze, że w środku był tylko Le. Zaraz po wejściu poczułam swąd spalenizny. Pobiegłam do kuchni.
– Co ty robisz?
– Obiad.
– Czy to szare w garnku to zupa?
– Tak. Pomidorowa.
– Ale…
– Wiesz, że jestem beznadziejnym kucharzem.
– Idź to wylać. Jedzeniem zajmę się ja.
Zrobiłam placki ziemniaczane. Nie chcę się chwalić, ale wyszły smaczne. Zostawiliśmy ich trochę dla rodziców. Są policjantami. Codziennie oglądam wiadomości, by mieć pewność, że nic im nie jest. Mam z nimi dobre relacje. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ich zabrakło. Dobrze, że Lean jest pełnoletni. W razie czego trafię pod jego opiekę, dopóki nie ukończę osiemnastki.
Ale chwileczkę… O czym ja piszę?!
Wracając do tematu…
Przy obiedzie opowiedziałam bratu, co się stało.
– Za co ty go przepraszałaś?
– Za moje wycie.
– Ty nie wyjesz. Masz świetny głos.
– Mówisz tak, bo jesteśmy rodziną.
– Jak chcesz, to zapytaj chłopaków- zrobiłam zdziwioną minę.
– Wczoraj zaprosiłem ich na taką mini imprezę z okazji mojego powrotu. Słyszeli jak śpiewasz. Powiedzieli, że masz talent.
Nie odpowiedziałam.

W nocy myślałam o różnych rzeczach i osobach. Miedzy innymi o Kastielu. Intrygował mnie. Nagle przypomniałam sobie, że zanim uciekłam z…(będę to miejsce nazywać Eden, bo dla mnie to raj) chciał mi chyba coś powiedzieć. Ciekawe, o co mu chodziło.
Postanowiłam nie chodzić tam przez jakiś czas.
Gdy zasnęłam miałam koszmar. Siedziałam w Edenie pod jabłonką. Za mną stał Kas. Powiedziała, że nagrał jak śpiewam i roześle to całej szkole, oraz że wyję jak ranny wyjec. Rozpłakałam się i pobiegłam do domu. Potem okazało się, że mój brat i rodzice nie żyją.
Obudziłam się na ziemi zlana potem. Musiałam spaść z łóżka. Popatrzyłam na zegarek. Była piąta rano. Ubrałam się w czarne rurki, niebieską asymetryczną bluzkę i błękitne trampki. Nie miałam co robić, więc zaczęłam słuchać muzyki. Zawsze, gdy to robiłam, śpiewałam. Teraz też chciałam, ale postanowiłam zmienić ten nawyk. Nuciłam sobie tylko cicho melodie. Nim się obejrzałam, nadeszła siódma.
Zeszłam na śniadanie. Mamy i taty już nie było.
– Pojechali?
– Tak.
– Podwieziesz mnie do szkoły?
– Nie mogę. Wczoraj złapałem gumę.
W pół godziny nie zdążyłabym dojść. Mieszkam na końcu miasta. Zjadłam szybko tost z Dżemem, wyjęłam deskorolkę i wybiegłam z domu. Kocham szybką jazdę. Dotarłam na miejsce w dziesięć minut, tylko że…
– Ty idiotko! Uważaj jak jeździsz! Prawie mnie zabiłaś!- krzyczała na mnie dziewczyna o blond włosach. Jej fryzura przypominała sierść pudla.
– Przepraszam, niechcący…
– Przez ciebie mam teraz brudne buty!
– Ale ja naprawdę nie chciałam.
– Sara, nie wato- to była Alex.
– Rudzielcu, zamknij się!- powiedziała blondi. Miała jeszcze coś o mnie powiedzieć, ale nadszedł Kastiel i umilkła.
– Kastusiu, zaczekaj! Wiesz, jaka okropna rzecz mi się przydarzyła?
Ale chłopak nawet się nie zatrzymał. Barbie podbiegła do niego, na co odpowiedział krótko.
– Odwal się.
1:0 dla Kasa!
Alexandra powiedziała mi, ze ta pudlica to Amber. Siostra Nataniela. Jest arogancką jędzą która myśli, że wszystko jej wolno, bo ma bogatych rodziców.

Lekcje minęły szybko. Z ostatniej nas zwolnili, bo matematyk zachorował. Tak mnie kusiło, żeby odwiedzić mój raj. Ale obiecałam sobie, że nie pójdę tam do końca tygodnia. Obietnica, to obietnica. Musiałam wytrzymać jeszcze trzy dni (piątek, sobotę i niedzielę).

WordPress Themes