Rozdział 4.

Ten rozdział mi trochę nie wyszedł. Musiałam coś napisać, bo nie chciałam, żeby akcja była za szybka… Rozumiecie?

Rozdział 4.
Do wyjazdu Leana zostały dwa dni. Wiem, że musi studiować, ale dlaczego w Niemczech? Kiedy go nie ma czuję się samotna. Nie mam się komu wyżalić, z kim pośmiać. On jeden umie mnie pocieszyć… WRÓĆ. On jeden pozwala mi się wypłakać bo wie, że „będzie dobrze”, „wszystko się ułoży” itp. pogarszają mój nastrój. Pomaga mi w odrabianiu lekcji, choć czasem ja mu napiszę wypracowanie, opowiadanie…
Czas płynie i nie mamy na to wpływu. Nie da się go zatrzymać albo cofnąć, chociaż wtedy życie byłoby łatwiejsze. Znalibyśmy konsekwencje naszych decyzji i podejmowalibyśmy tylko te „właściwe”. W moim przypadku to i tak nie miałoby większego znaczenia.

Do Edenu wciąż nie zaglądam. Jestem wdzięczna Kastielowi, że mnie ignorował. Od pewnego źródła ( nie ma to jak Alex  big_smile ) dowiedziałam się się, że lubi rock. Ja też za tym stylem przepadam. Słucham od czasu do czasu. Kas ma na dzwonek ustawioną piosenką Nothing Else Matters zespołu Metallica. Tylko, że w świetnym kobiecym wykonaniu. Gdzie on to zdobył?
Wiem o tym, bo raz na lekcji historii zadzwonił mu telefon…
– Takie działania doprowadziły do… – przynudzała historyczka, a tu nagle z plecaka czarnookiego słychać: „So close no matter how far…”
– …wybuch czwartego… – a ta dalej swoje.
– …”Forever trust in who we are”…
– …powstania w…
– …” And nothing else matters”…
– Do jasnej ciasnej! Wyłączcie tą muzykę! Trwa lekcja!
Chłopak sięgnął do torby i nie wyjmując komórki dał „odrzuć”. Mina nauczycielki była bezcenna.

Gdy wróciłam do domu przeszukałam internet w poszukiwaniu dzwonka Kasa. Zalazłam żeńskie wykonania, ale żadne nie było takie dobre jak tamto.

Nadszedł dzień wyjazdu Leana. Jego walizki stały w przedpokoju.
– Tylko uważaj na siebie i zadzwoń jak będziesz na miejscu – mówiła nasza mama.
– Dobrze, zadzwonię.
– Masz pieniądze na opłacenie czynszu? – zapytał ojciec.
– Tak, przecież pracuję.
– Trzymaj się – powiedziałam i się do niego przytuliłam.
– Ty też. Obiecuję, że przyjadę na twoje urodziny.
Zszedł po schodach, wyszedł z domu i odjechał. Te dwa tygodnie minęły strasznie szybko. „Wszystko co dobre, szybko się kończy” rzekł kiedyś pewien mądry ktoś.

WordPress Themes