Rozdział 5.

Rozdziała 5.
Od wyjazdu Leana minęły dwa dni. Już nie miałam ochoty wracać po szkole prosto do domu. Nie miałam po co. Rodzice wracali koło dziewiętnastej lub dwudziestej. Coraz bardziej kusiło mnie odwiedzenie Edenu.
W czwartek skończyliśmy dwie godziny wcześniej. Jakby nigdy nic ruszyłam w stronę drzew. Rozglądnęłam się. Nikogo nie widziałam więc zaczęłam wspinać się po siatce. Gdy byłam po drugiej stronie usiadłam pod tą jabłonką co wtedy. Wyjęłam MP4 i zaczęłam słuchać. Pierwszą piosenką na liście było Don’t Cry zespołu Guns n' roses. Upewniłam się jeszcze raz, czy na pewno nikogo nie ma i zaczęłam śpiewać. Na wszelki wypadek miałam tylko jedna słuchawkę w uchu i głośność ustawioną na piętnaście, a nie jak zwykle na trzydzieści.
Czas szybko minął. Była już szesnasta. Słuchałam właśnie „Boso” zespołu ZAKOPOWER. Piosenka dobiegała końca. Nagle na głowę spadło mi jabłko. Popatrzyła, w górę. Na gałęzi nade mną siedział Kastiel.
– Cześć – powiedziała i uśmiechnął się łobuzersko.
– Co ty tu robisz? – zapytałam. Byłam zaskoczona.
– Siedzę – otworzyłam usta żeby coś powiedzieć a on, jakby czytał mi w myślach odpowiedział. – Jak przyszłaś już tu byłem.
– Czyli…
– … słyszałem jak śpiewasz. Nie uciekaj – powiedział, gdy miałam wstać.
– Nie chciałam uciec – odpowiedziałam.
– A co? Odejść pośpiesznie? To to samo. Co do twojego śpiewania…
– Wiem, mam beznadziejny głos i wyję jak zraniony wyjec.
– Że co? – roześmiał się. – Nie, nie! Źle zaśpiewałaś refren „Boso”. Zamiast „Pójdę boso” twoje wykonanie brzmiało „Mój nervosol”, cokolwiek to jest. Przecież to nie ma sensu.
– Nie zastanawiałam się nad tym – zarumieniłam się. – Wiesz, że niegrzecznie jest podsłuchiwać?
– A kto ci powiedział, że jestem grzeczny? – znowu się uśmiechnął. – A tak w ogóle, to masz dobry głos.
– Nie żartuj sobie ze mnie, ok? Ja fatalnie śpiewam.
– Właśnie nie. Słuchałaś się kiedyś?
– Słucham się co dzień pod prysznicem – zażartowałam.
– I nie zauważyłaś? – też żartował.
– Nie –  odpowiedziałam już poważnie.
– Jakie miałaś oceny z muzyki?
– A co cie to? Nie twój interes! – byłam wkurzona.
– Sorry – przewrócił oczami.
– Ja się zwijam. Cześć.
Wspięłam się po siatce i przeszłam na drugą stronę. On nadal siedział na drzewie jak małpa. Po chwili zdałam sobie sprawę, że zostawiłam torbę.
– Możesz mi podać…
– Nie. Fajnie mi się tu siedzi.
Musiałam wrócić. Przy ponownym przechodzeniu zaczepiłam o siatkę breloczkiem. Straciłam równowagę. Gdy upadłam na ziemię wydałam z siebie coś pomiędzy krzykiem a piskiem i usłyszałam znajomy trzask.
– Nic ci nie jest? – zapytał przestraszony Kas zeskakując z jabłoni. Przez chwilę nie mogłam mówić.
– Nic… Tylko złamałam nogę – wykrztusiłam w końcu. Próbowałam wstać, ale ból był za silny. Chłopak przeskoczył ogrodzenie, podszedł do mnie i uważnie mi się przyjrzał.
– Nie może być złamana…
– Dlaczego? Bo nie beczę? Nie robię tego z byle powodu – rzekłam, a on popatrzył na mnie jak na kosmitkę. – Będziesz się bawił w lekarza, czy mi pomożesz? Masz telefon?
– Rozładowany.
– Ja nie wzięłam. To pomożesz mi?
– Jasne.
Włożył jedną rękę pod moje kolana a drugą położył na plecach.
– Co ty robisz? Pomóż mi wstać, a nie bierz mnie na ręce!
– Okej, chciałem dobrze…
Gdy stałam na jednej nodze poprosiłam, by podał mi jakich większy patyk.
– To, może jeszcze pozwolę ci samej wrócić do domu?
– Było by miło.
– Pomarzyć, to sobie możesz.
Chwycił mnie w pasie, a ja położyłam prawą rękę na jego karku. Po pary krokach mimowolnie syknęłam.
– Dobra, powoli…
– Spoko, dam radę – i mimo bólu przyspieszyłam. Każdy ruch odczuwałam, jakby ktoś wbijał mi igły w kość.
– Co ty próbujesz udowodnić? – zapytał Kastiel, gdy byliśmy prawie na miejscu. ledwo za mną nadążał.
– To, że nie jestem kolejną barbie, która płacze jak złamie paznokieć lub rozmaże  jej się się szminka.
– Nie porównuj złamanej nogi do paznokcia…
– To tutaj. tan biały dom – przerwałam mu, bo byliśmy na miejscu. Podprowadził mnie do drzwi i odszedł. Wolno, jakby chciał być pewny, że weszłam do środka.

WordPress Themes