Category: Uncategorized

Rozdział 6.

Rozdział 6.
Zadzwoniłam na dzwonek. Nic. drugi raz. Też nic. Rodzice jeszcze nie wrócili. Przegrzebałam torbę w poszukiwaniu kluczy, ale ich nie znalazłam. Lewa noga, na której opierałam cały ciężar ciała, zaczęła mnie boleć. Powoli usiadłam na wycieraczce.
– Wszystko ok? – usłyszałam znajomy głos.
– Tak.
– To czemu nie wchodzisz do środka?
– Bo dom opanowały teletubisia.
– Chcę ci pomóc…
– Wiem, przepraszam. Przez ten ból mózg mi nie działa tak jak powinien.
A czy on kiedykolwiek działał dobrze? odezwała się moja podświadomość.
Siedziałam z ugiętymi nogami i twarzą zakrytą włosami. On stał nachylony nade mną. Jak on się tam znalazł?
– Spróbuj wyprostować nogę.
– Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić – dotknął mnie w złamane miejsce. Zacisnęłam oczy. Chyba to zobaczył, bo zabrał  stamtąd  rękę.
– Będziesz tu tak ze mną siedział?
– No. Chyba, że ci przeszkadzam i nie życzysz sobie mojego towarzystwa.
Popatrzyłam na niego.
– Możesz mnie nie cytować?
– Mam sobie iść?
– jak chcesz – tak naprawdę chciałam, żeby został. Usiadł obok mnie. Wyciągnęłam MP4. Podłam mu jedną słuchawkę, a drugą włożyłam sobie do ucha. Pierwszą piosenką było Urforgiven zespołu Metalica.
Zaczęłam cicho nucić. Dołączył się. Miał genialny głos. Po kilku piosenkach zrobiłam się senna. Oparłam głowę o jego ramie i zamknęłam oczy. Ostatnie co pamiętam, to piosenka Znam Cię na pamięć Moniki Brodki.

***
Obudziłam się we własnym łóżku. Jak ja się tam znalazłam? Popatrzyłam na zegarek. Była dziewiąta! Zaspałam do szkoły. Szybko wstałam, ale zaraz wróciłam na łóżko. Poczułam okropny ból nogi. Nagle wszystko wróciło. Złamana noga, Kastiel, MP4, wycieraczka…
Usłyszałam kroki. Przez drzwi weszła moja mama.
– Wstałaś? To dobrze. Ubierz się. Za chwilę jedziemy do lekarza,
– Mam pytanie. Jak się dostałam do pokoju?
– Wróciłam o dwudziestej pierwszej. Ojciec godzinę później. Siedzieliście pod drzwiami. Ten chłopiec o czerwonych włosach powiedział mi co się stało i wniósł cię do mieszkania. Już spałaś.
Byłam zszokowana. Kastiel…
– Zbieraj się i jedziemy. Noga nie może czekać. Powinnyśmy to zrobić wczoraj, ale nie chciałam cię budzić.
Przebrałam się, zeszłam (sama nie wiem jak) na dół i matka zawiozła mnie do szpitala. Po prześwietleniu lekarz stwierdził, że mam pękniętą kość jakąś tam (w nodze). Wiedziałam to bez prześwietlenia…
Założyli mi gips. Byłam na niego skazana przez dwa miesiące. Mogłam otrzymać zwolnienie ze szkoły na tydzień, że z racji tego, że nienawidzę nadrabiać, wybrałam kule.
***

W poniedziałek w szkole trochę ciężko mi było się poruszać. Kilka razy uderzyłam się nogą o szafką. Alex chciała  wiedzieć kiedy i jak złamałam kończynę, gdzie, kto to widział… Po prostu wszystko. Opowiedziałam jej, że spadłam ze schodów w parku i jakiś miły nieznajomy mi pomógł. Nie chciałam jej mówić o Edenie, bo to plotkara i zaraz wiedziało by o nim całe liceum. pominęłam też Kasa i wycieraczkę. Nie znałam jej na tyle dobrze, by mieć pewność, że mogę jej ufać.

szłam korytarzem. Plecak bezładnie wisiał mi na jednym ramieniu. Myślałam o czarnookim. Nagle na kogoś wpadłam.
– Sandra, nic ci nie jest?
– Nie Nataniel. Wszystko gra.

Rozdział 5.

Rozdziała 5.
Od wyjazdu Leana minęły dwa dni. Już nie miałam ochoty wracać po szkole prosto do domu. Nie miałam po co. Rodzice wracali koło dziewiętnastej lub dwudziestej. Coraz bardziej kusiło mnie odwiedzenie Edenu.
W czwartek skończyliśmy dwie godziny wcześniej. Jakby nigdy nic ruszyłam w stronę drzew. Rozglądnęłam się. Nikogo nie widziałam więc zaczęłam wspinać się po siatce. Gdy byłam po drugiej stronie usiadłam pod tą jabłonką co wtedy. Wyjęłam MP4 i zaczęłam słuchać. Pierwszą piosenką na liście było Don’t Cry zespołu Guns n' roses. Upewniłam się jeszcze raz, czy na pewno nikogo nie ma i zaczęłam śpiewać. Na wszelki wypadek miałam tylko jedna słuchawkę w uchu i głośność ustawioną na piętnaście, a nie jak zwykle na trzydzieści.
Czas szybko minął. Była już szesnasta. Słuchałam właśnie „Boso” zespołu ZAKOPOWER. Piosenka dobiegała końca. Nagle na głowę spadło mi jabłko. Popatrzyła, w górę. Na gałęzi nade mną siedział Kastiel.
– Cześć – powiedziała i uśmiechnął się łobuzersko.
– Co ty tu robisz? – zapytałam. Byłam zaskoczona.
– Siedzę – otworzyłam usta żeby coś powiedzieć a on, jakby czytał mi w myślach odpowiedział. – Jak przyszłaś już tu byłem.
– Czyli…
– … słyszałem jak śpiewasz. Nie uciekaj – powiedział, gdy miałam wstać.
– Nie chciałam uciec – odpowiedziałam.
– A co? Odejść pośpiesznie? To to samo. Co do twojego śpiewania…
– Wiem, mam beznadziejny głos i wyję jak zraniony wyjec.
– Że co? – roześmiał się. – Nie, nie! Źle zaśpiewałaś refren „Boso”. Zamiast „Pójdę boso” twoje wykonanie brzmiało „Mój nervosol”, cokolwiek to jest. Przecież to nie ma sensu.
– Nie zastanawiałam się nad tym – zarumieniłam się. – Wiesz, że niegrzecznie jest podsłuchiwać?
– A kto ci powiedział, że jestem grzeczny? – znowu się uśmiechnął. – A tak w ogóle, to masz dobry głos.
– Nie żartuj sobie ze mnie, ok? Ja fatalnie śpiewam.
– Właśnie nie. Słuchałaś się kiedyś?
– Słucham się co dzień pod prysznicem – zażartowałam.
– I nie zauważyłaś? – też żartował.
– Nie –  odpowiedziałam już poważnie.
– Jakie miałaś oceny z muzyki?
– A co cie to? Nie twój interes! – byłam wkurzona.
– Sorry – przewrócił oczami.
– Ja się zwijam. Cześć.
Wspięłam się po siatce i przeszłam na drugą stronę. On nadal siedział na drzewie jak małpa. Po chwili zdałam sobie sprawę, że zostawiłam torbę.
– Możesz mi podać…
– Nie. Fajnie mi się tu siedzi.
Musiałam wrócić. Przy ponownym przechodzeniu zaczepiłam o siatkę breloczkiem. Straciłam równowagę. Gdy upadłam na ziemię wydałam z siebie coś pomiędzy krzykiem a piskiem i usłyszałam znajomy trzask.
– Nic ci nie jest? – zapytał przestraszony Kas zeskakując z jabłoni. Przez chwilę nie mogłam mówić.
– Nic… Tylko złamałam nogę – wykrztusiłam w końcu. Próbowałam wstać, ale ból był za silny. Chłopak przeskoczył ogrodzenie, podszedł do mnie i uważnie mi się przyjrzał.
– Nie może być złamana…
– Dlaczego? Bo nie beczę? Nie robię tego z byle powodu – rzekłam, a on popatrzył na mnie jak na kosmitkę. – Będziesz się bawił w lekarza, czy mi pomożesz? Masz telefon?
– Rozładowany.
– Ja nie wzięłam. To pomożesz mi?
– Jasne.
Włożył jedną rękę pod moje kolana a drugą położył na plecach.
– Co ty robisz? Pomóż mi wstać, a nie bierz mnie na ręce!
– Okej, chciałem dobrze…
Gdy stałam na jednej nodze poprosiłam, by podał mi jakich większy patyk.
– To, może jeszcze pozwolę ci samej wrócić do domu?
– Było by miło.
– Pomarzyć, to sobie możesz.
Chwycił mnie w pasie, a ja położyłam prawą rękę na jego karku. Po pary krokach mimowolnie syknęłam.
– Dobra, powoli…
– Spoko, dam radę – i mimo bólu przyspieszyłam. Każdy ruch odczuwałam, jakby ktoś wbijał mi igły w kość.
– Co ty próbujesz udowodnić? – zapytał Kastiel, gdy byliśmy prawie na miejscu. ledwo za mną nadążał.
– To, że nie jestem kolejną barbie, która płacze jak złamie paznokieć lub rozmaże  jej się się szminka.
– Nie porównuj złamanej nogi do paznokcia…
– To tutaj. tan biały dom – przerwałam mu, bo byliśmy na miejscu. Podprowadził mnie do drzwi i odszedł. Wolno, jakby chciał być pewny, że weszłam do środka.

Rozdział 4.

Ten rozdział mi trochę nie wyszedł. Musiałam coś napisać, bo nie chciałam, żeby akcja była za szybka… Rozumiecie?

Rozdział 4.
Do wyjazdu Leana zostały dwa dni. Wiem, że musi studiować, ale dlaczego w Niemczech? Kiedy go nie ma czuję się samotna. Nie mam się komu wyżalić, z kim pośmiać. On jeden umie mnie pocieszyć… WRÓĆ. On jeden pozwala mi się wypłakać bo wie, że „będzie dobrze”, „wszystko się ułoży” itp. pogarszają mój nastrój. Pomaga mi w odrabianiu lekcji, choć czasem ja mu napiszę wypracowanie, opowiadanie…
Czas płynie i nie mamy na to wpływu. Nie da się go zatrzymać albo cofnąć, chociaż wtedy życie byłoby łatwiejsze. Znalibyśmy konsekwencje naszych decyzji i podejmowalibyśmy tylko te „właściwe”. W moim przypadku to i tak nie miałoby większego znaczenia.

Do Edenu wciąż nie zaglądam. Jestem wdzięczna Kastielowi, że mnie ignorował. Od pewnego źródła ( nie ma to jak Alex  big_smile ) dowiedziałam się się, że lubi rock. Ja też za tym stylem przepadam. Słucham od czasu do czasu. Kas ma na dzwonek ustawioną piosenką Nothing Else Matters zespołu Metallica. Tylko, że w świetnym kobiecym wykonaniu. Gdzie on to zdobył?
Wiem o tym, bo raz na lekcji historii zadzwonił mu telefon…
– Takie działania doprowadziły do… – przynudzała historyczka, a tu nagle z plecaka czarnookiego słychać: „So close no matter how far…”
– …wybuch czwartego… – a ta dalej swoje.
– …”Forever trust in who we are”…
– …powstania w…
– …” And nothing else matters”…
– Do jasnej ciasnej! Wyłączcie tą muzykę! Trwa lekcja!
Chłopak sięgnął do torby i nie wyjmując komórki dał „odrzuć”. Mina nauczycielki była bezcenna.

Gdy wróciłam do domu przeszukałam internet w poszukiwaniu dzwonka Kasa. Zalazłam żeńskie wykonania, ale żadne nie było takie dobre jak tamto.

Nadszedł dzień wyjazdu Leana. Jego walizki stały w przedpokoju.
– Tylko uważaj na siebie i zadzwoń jak będziesz na miejscu – mówiła nasza mama.
– Dobrze, zadzwonię.
– Masz pieniądze na opłacenie czynszu? – zapytał ojciec.
– Tak, przecież pracuję.
– Trzymaj się – powiedziałam i się do niego przytuliłam.
– Ty też. Obiecuję, że przyjadę na twoje urodziny.
Zszedł po schodach, wyszedł z domu i odjechał. Te dwa tygodnie minęły strasznie szybko. „Wszystko co dobre, szybko się kończy” rzekł kiedyś pewien mądry ktoś.

Rozdział 3.

Rozdział 3.

To był Kastiel. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego wzrok nic nie mówił.
– Czy słyszałeś, jak ja…
– Tak- powiedział obojętnie, zanim skończyłam.
– Przepraszam- szybko wstałam i zabrałam torbę. Już miałam wspinać się po siatce, kiedy…
– Poczekaj.
Nie posłuchałam go. Przeszłam na drugą stronę i szybko się oddaliłam. Moja twarz zrobiła się czerwona jak pomidor.
[i] Co za wstyd [i/] mówiła moja droga przyjaciółka- podświadomość.

Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami. Byłam na siebie zła. Dobrze, że w środku był tylko Le. Zaraz po wejściu poczułam swąd spalenizny. Pobiegłam do kuchni.
– Co ty robisz?
– Obiad.
– Czy to szare w garnku to zupa?
– Tak. Pomidorowa.
– Ale…
– Wiesz, że jestem beznadziejnym kucharzem.
– Idź to wylać. Jedzeniem zajmę się ja.
Zrobiłam placki ziemniaczane. Nie chcę się chwalić, ale wyszły smaczne. Zostawiliśmy ich trochę dla rodziców. Są policjantami. Codziennie oglądam wiadomości, by mieć pewność, że nic im nie jest. Mam z nimi dobre relacje. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ich zabrakło. Dobrze, że Lean jest pełnoletni. W razie czego trafię pod jego opiekę, dopóki nie ukończę osiemnastki.
Ale chwileczkę… O czym ja piszę?!
Wracając do tematu…
Przy obiedzie opowiedziałam bratu, co się stało.
– Za co ty go przepraszałaś?
– Za moje wycie.
– Ty nie wyjesz. Masz świetny głos.
– Mówisz tak, bo jesteśmy rodziną.
– Jak chcesz, to zapytaj chłopaków- zrobiłam zdziwioną minę.
– Wczoraj zaprosiłem ich na taką mini imprezę z okazji mojego powrotu. Słyszeli jak śpiewasz. Powiedzieli, że masz talent.
Nie odpowiedziałam.

W nocy myślałam o różnych rzeczach i osobach. Miedzy innymi o Kastielu. Intrygował mnie. Nagle przypomniałam sobie, że zanim uciekłam z…(będę to miejsce nazywać Eden, bo dla mnie to raj) chciał mi chyba coś powiedzieć. Ciekawe, o co mu chodziło.
Postanowiłam nie chodzić tam przez jakiś czas.
Gdy zasnęłam miałam koszmar. Siedziałam w Edenie pod jabłonką. Za mną stał Kas. Powiedziała, że nagrał jak śpiewam i roześle to całej szkole, oraz że wyję jak ranny wyjec. Rozpłakałam się i pobiegłam do domu. Potem okazało się, że mój brat i rodzice nie żyją.
Obudziłam się na ziemi zlana potem. Musiałam spaść z łóżka. Popatrzyłam na zegarek. Była piąta rano. Ubrałam się w czarne rurki, niebieską asymetryczną bluzkę i błękitne trampki. Nie miałam co robić, więc zaczęłam słuchać muzyki. Zawsze, gdy to robiłam, śpiewałam. Teraz też chciałam, ale postanowiłam zmienić ten nawyk. Nuciłam sobie tylko cicho melodie. Nim się obejrzałam, nadeszła siódma.
Zeszłam na śniadanie. Mamy i taty już nie było.
– Pojechali?
– Tak.
– Podwieziesz mnie do szkoły?
– Nie mogę. Wczoraj złapałem gumę.
W pół godziny nie zdążyłabym dojść. Mieszkam na końcu miasta. Zjadłam szybko tost z Dżemem, wyjęłam deskorolkę i wybiegłam z domu. Kocham szybką jazdę. Dotarłam na miejsce w dziesięć minut, tylko że…
– Ty idiotko! Uważaj jak jeździsz! Prawie mnie zabiłaś!- krzyczała na mnie dziewczyna o blond włosach. Jej fryzura przypominała sierść pudla.
– Przepraszam, niechcący…
– Przez ciebie mam teraz brudne buty!
– Ale ja naprawdę nie chciałam.
– Sara, nie wato- to była Alex.
– Rudzielcu, zamknij się!- powiedziała blondi. Miała jeszcze coś o mnie powiedzieć, ale nadszedł Kastiel i umilkła.
– Kastusiu, zaczekaj! Wiesz, jaka okropna rzecz mi się przydarzyła?
Ale chłopak nawet się nie zatrzymał. Barbie podbiegła do niego, na co odpowiedział krótko.
– Odwal się.
1:0 dla Kasa!
Alexandra powiedziała mi, ze ta pudlica to Amber. Siostra Nataniela. Jest arogancką jędzą która myśli, że wszystko jej wolno, bo ma bogatych rodziców.

Lekcje minęły szybko. Z ostatniej nas zwolnili, bo matematyk zachorował. Tak mnie kusiło, żeby odwiedzić mój raj. Ale obiecałam sobie, że nie pójdę tam do końca tygodnia. Obietnica, to obietnica. Musiałam wytrzymać jeszcze trzy dni (piątek, sobotę i niedzielę).

Rozdzał 2.

UWAGA UWAGA! Zmieniam narrację w moim opowiadaniu na pierwszoosobową. Rozdziału 1 nie poprawiam.

Rozdział 2.
Bałam się odwrócić. Serce waliło mi jak oszalałe. Ten ktoś był coraz bliżej… i bliżej. Nagle mnie olśniło. W tej samej chwili męskie dłonie zasłoniły mi oczy. Nie krzyczałam.
– Cześć Le. Kiedy przyjechałeś?
– Skąd wiedziałaś, że to ja?- wydawał się być rozczarowany.
– Poczułam zapach wody kolońskiej, którą dałam ci na urodziny w zeszłym roku- i objęłam go mocno w pasie.
– Ach tak… Wróciłem dwie godziny temu. I mam coś dla ciebie- z kieszeni wyjął małą paczuszkę.
– Nie musiałeś.
– Ale chciałem.
Szybko rozpakowałam prezent. Była to bransoletka z serduszkiem, na którym było napisane moje imię. Znowu go objęłam.
– Strasznie za tobą tęskniłam. nie wyjeżdżaj już więcej.
– Wiesz, że muszę. Ale zostaję na dwa tygodnie.
– Będziesz mógł przyjechać tak za dwa i pół miesiąca znowu? Mam wtedy urodziny.
– Tak? Nie wiedziałem – zaśmiał się Lean.
– Tak. Siedemnaste.
– O, ja nieszczęsny! Zapomniałem- i uśmiechnął się niewinnie. Wiedziałam, że kłamał.
Wróciliśmy do domu. Mój brat potrafił być nieznośny. Ma dwadzieścia lat, a zachowuje się jak dziesięciolatek. Szkoda, że rzadko go widuję. Świetnie gra na gitarze. Próbował mnie kiedyś nauczyć, ale jego instrument ledwo to przeżył. Mówi, że mi lepiej wychodzi śpiewanie. Podobno mam ładny głos. Nie zgadzam się z tym. Wyję jak syrena strażacka.
Weszłam do pokoju, znalazłam MP4 i zaczęłam słuchać muzyki. Nie mam ulubionego stylu czy zespołu. Słucham tego, co w danej chwili mi się podoba i na co mam nastrój. Właśnie leciało Nothing Else Matters zespołu Metallic, gdy dostałam sms’a od Alex:
Kiedy masz urodziny?
Napisałam, że 17 listopada. Hym… Będę mieć siedemnaste urodziny siedemnastego dnia miesiąca. To coś musi znaczyć.

Następnego dnia w szkole było spoko. Zauważyłam, że Kastiel był tylko na matmie i biologii. Dowiedziałam się, że u niego wagary to normalka. Okazało się, że nigdy nie chodzi na polski. Ja osobiście też za tym przedmiotem nie przepadam. Chociaż z drugiej strony kocham pisać opowiadania i wiersze. Raz nawet Le poprosił mnie, żebym napisała słowa do jego piosenki.
Po lekcjach stwierdziłam, że posiedzę na boisku. Miałam tylko nadzieję, że znowu nie zacznie lać. Przy murze rosło kilka drzew ogrodzonych siatką. Nie miałam ochoty siedzieć na betonie, więc przelazłam przez siatkę do „zakazanego obszaru”. Jak dobrze, że ubrałam spodnie. Niestety balerinki to był zły pomysł. Ściągnęłam je i przerzuciłam  za ogrodzenie.
W zagajniku było pięknie! Zielona trawa, kolorowe liścia na i obok drzew, śpiewające ptaki i… Kastiel?! Udałam, że go nie widzę. Siedział na ławce ze słuchawkami w uszach i zamkniętymi oczami. Jego rubinowe włosy wspaniale wyglądały w słońcu…
Nie, kobieto! NIE! Drugi dzień szkoły, a ty już myślisz o chłopakach?! Pamiętasz pana M.? – moja podświadomość miała rację. Niedawno rzucił mnie wyżej wspomniany M. Na myśl o nim coś zakuło mnie w sercu.
Tylko mi się tu nie rozklejaj. Masz być silna i znowu miała racje. Nie ma co rozpamiętywać. Mówi się trudno i żyje się dalej. To moje życiowe motto. Usiadła, pod jabłonką, wyjęłam z plecaka MP4 i zaczęłam słuchać. Pierwszym utworem na liście był Unforgiwen zespołu Metallica. Zamknęłam oczy.Nie świadoma tego co robię, zaczęłam nucić. Najpierw cicho, coraz głośnie i głośniej. Potem robiłam to samo przy innych piosenkach. Znałam je wszystkie na pamięć. Gdy skończyłam wyć, wyjęłam słuchawki z uszu i spakowałam odtwarzacz. Miałam wrażenie, że ktoś za mną stoi i mnie obserwuje.

Rozdział 1

Rozdział 1

Szesnastoletnia Sandra rozpoczęła naukę w liceum Słodki Amoris. Biegła korytarzem na pierwszą lekcję. Nagle uderzyła w coś i upadła na ziemię. Książki wyleciały jej z rąk.
– Och… Przepraszam. Ale ze mnie niezdara. Nic ci nie jest?
Uniosła głowę i zobaczyła przystojnego, wysokiego blondyna o złotych oczach.
– Nie, to moja wina. Nie patrzyłam, gdzie biegnę.
– Jesteś nowa?
– Tak. Mam na imię Sandra.
– Ja Nataniel. Jestem gospodarzem szkoły.
– Nie wiesz, gdzie jest sala numer dwadzieścia pięć?
– Idź prosto i za koszem w prawo.
– Dzięki. Jeszcze raz przepraszam.
Chłopak podał jej książki, odwrócił się na pięcie i odszedł. Dziewczyna zmierzała do klasy. Zdążyła w ostatniej chwili.
DRYŃ!
DRYŃ!
Dzwonek obwieścił, że zajęcia się rozpoczęły.
– Przepraszam, mogę tu usiąść? – spytała nastolatka o rubinowych włosach.
– Jak chcesz- warkną chłopak.
Już i tak nie miała czasu zapytać kogoś innego, bo do klasy weszła nauczycielka.
Przez całą lekcję jej „koleg1a” siedział rozwalony. Dziewczyna siedziała na skraju stołu. Gdy zajęcia się skończyły, postanowiła zmienić ławkowego sąsiada.
– Co, już uciekasz?- zapytał drwiącym tonem chłopak.
– Myślałam, że ci przeszkadzam i nie życzysz sobie moje towarzystwa.
Czarnooki wzruszył ramionami.
– A tak w ogóle jestem Sandra- i wyciągnęła do niego rękę.
– Kastiel- odrzekł obojętni, nie racząc uścisnąć jej dłoni. San stwierdziła, że lepiej będzie, jak usiądzie z kimś innym.
– Cześć, czy jest tu wolne?
– Tak, siadaj.
Usiadła obok rudej dziewczyny o imieniu Alexandra. Przegadały całą przerwę.

Gdy dzwonek zadzwonił o godzinie czwartej, ze szkoły wylała się fala uczniów. Sandra zastała dłużej na prośbę dyrektorki.
– Przypomniałam sobie, że jeszcze nie zwiedzałaś naszej szkoły. Wyznaczyłam ci przewodnika. Nataniel, możesz tu przyjść?- krzyknęła w stronę drzwi. Chwilę później zjawił się w nich chłopak, na którego szesnastolatka wpadła rano.- Oprowadź Sandrę po naszej szkole.
– Oczywiście pani dyrektor. Chodź – powiedział do dziewczyny. Gdy byli na korytarzu…
– Słuchaj, jeszcze raz cię przepraszam za rano…
– Nie masz za co. Każdemu mogło się zdarzyć. Gdzie chcesz najpierw pójść?
– Może zaczniemy od góry?
– Dobra.
Po oglądnięciu budynku nadszedł czas na tereny zielone. W rogu na ławce siedział ten sam chłopak, z którym siedziała na pierwszej lekcji.
– A więc, to boisko. Nie można tutaj wychodzić w czasie przerw, ale przed i po lekcjami jest to dowolne.
Nie słuchała go. Patrzyła na Kastiela. Niebo nagle pociemniało i zaczął padać deszcz. San zaczęła biec w kierunku liceum. Nataniel za nią. Dziewczyna zobaczyła, ze tajemniczy chłopak nawet nie ruszył się z miejsca.

Była piąta, a deszcz jeszcze nie ustał. Miała to gdzieś. Nie zważając na wodę szła powoli chodnikiem. Miała wrażenie, że ktoś za nią idzie…

WordPress Themes